Rozdział 1. – Cześć, jestem Draco…

~*~
Zapraszam do czytania :)
~*~

Do Hogwartu, Szkoły Magii i Czarodziejstwa, właśnie przybyła nowa uczennica. Dwunastolatka została odprowadzona do drzwi zamku przez uśmiechniętego Rubeusa Hagrida. Otworzyła masywne wrota i weszła do środka. Z początku niepewnie, lecz po chwili się odrobinę rozluźniła.
Wszyscy uczniowie byli w Wielkiej Sali na Uczcie Powitalnej, bowiem tego dnia był pierwszy dzień szkoły, a zarazem na kolacji. Nikt oprócz kilku nauczycieli nie spodziewał się nowej uczennicy, a zwłaszcza o tej porze.
Profesor Minerwa McGonagall wstała ze swojego krzesła, trochę poddenerwowana ruszyła w kierunku drzwi prowadzących na korytarz. Kilkoro uczniów poddało się rozmyślaniom o celu jej wędrówki. Reszta natomiast nawet nie zauważyła, że na sali zabrakło opiekuna Gryfonów.
Profesor McGonagall tymczasem skierowała się do drzwi prowadzących do wyjścia z zamku. Nie doszła nawet do końca korytarza, gdy zauważyła dziewczynkę stojącą przy drzwiach. Nawet z tej odległości dało się wyczuć niepewność i strach tej młodszej.
-Jestem Profesor Minerwa McGonagall, opiekunka Domu Gryffindoru i nauczycielka w tej Szkole. Ty jesteś zapewne Emily. – niezręczną ciszę przerwała czarownica ucząca transmutacji podchodząc do dwunastolatki.
-Tak. – odpowiedziała niepewnie niebieskooka.
-Chodź za mną.
Kobieta zaprowadziła Emily do Wielkiej Sali, teraz opustoszałej, bo pora kolacji już minęła.
-Musimy wybrać dla Ciebie Dom. Gryffindor, Ravenclaw, Hufflepuff lub Slytherin.
Emily skinęła nieznacznie głową, na znak, iż rozumie.
-Albusie, co o tym myślisz? – Mcgonagall skierowała pytanie do człowieka, siedzącego przy stole na końcu sali, którego Emily z początku nie zauważyła, Albusa Dumbledora, dyrektora Szkoły.
-Najlepiej będzie jak porozmawiamy na osobności Minerwo.
-Oczywiście Albusie. – odpowiedziała czarownica i skierowała się do Emily – Usiądź Megami.
Dziewczynka posłusznie usiadła przy najbliższym stole. Los tak chciał, że usiadła przy stole Slytherinu nawet o tym nie wiedząc.
Blondynka miała na sobie czarny płaszcz, a pod nim czarną sukienkę do kolan, na nogach miała natomiast czarne, sznurowane trzewiki.  Z wewnętrznej kieszeni płaszcza wyciągnęła książkę „Quiddich przez wieki” i zaczęła ją czytać.

Tymczasem do Wielkiej Sali kierował się pewien blondyn o platynowoszarych oczach na co dzień przepełnionych nienawiścią i pewnością siebie. Tym razem Draco Malfoy czuł się odrobinę niepewnie, najchętniej wróciłby do swojego dormitorium, przebrał się i poszedł spać. Nocą Hogwart sprawiał wrażenie opuszczonego zamku.  Chłopiec widział już drzwi do Wielkiej Sali. Uśmiechnął się w duchu, lecz zobaczył światło wydobywające się z środka sali co spowodowało, że poczuł się niezręcznie.

-Nie można poprosić o decyzję Tiary Przydziału. – mówił Dyrektor Hogwartu.
-Masz rację Albusie. – popierała go profesor Sprout, opiekunka Puchonów i nauczycielka zielarstwa.
-Może Slytherin? – podpowiadał profesor Snape uczący eliksirów i opiekun Ślizgonów.
-Może… – wypowiedź profesor McGonagall przerwało przeciągłe skrzypniecie drzwi. Wszyscy nauczyciele razem z Emily spojrzeli w tamtą stronę. Ich oczom ukazał się chłopiec o bardzo jasnej cerze i blond włosach. Nauczyciele spojrzeli po sobie i już wiedzieli do jakiego domu będzie należeć dziewczynka siedząca przy stole Ślizgonów.
-Yyyy… ja tylko po książkę…. -jąkał się chłopiec – … zostawiłem ją podczas kolacji…
Ruszył w kierunku swojego stałego miejsca i tak jak myślał znalazł tam swój podręcznik do lekcji  eliksirów. Wziął książkę do ręki i ruszył w kierunku drzwi, lecz głos profesor McGonagall go powstrzymał przed czmychnięciem do swojego dormitorium czym prędzej.
-Niech pan podejdzie panie Malfoy.
Chłopiec nie dawał po sobie tego poznać, ale bał się, że dostanie karę za łażenie po zamku nocą.
-Zaprowadzi pan nową koleżankę do dormitorium Slytherinu. A jutro oprowadzi pan ją po szkole i  pójdziecie dopiero na trzecią lekcję.
Chłopiec odetchnął z ulgą.
-I masz być dla niej miły – przestrzegł go profesor Snape.
-Dobrze… – odpowiedział Draco.
-Emily podejdź proszę – poprosiła opiekunka gryfonów.
Dziewczynka spełniła prośbę i po chwili stała już obok młodego Malfoya, który się jej przyglądał z zaciekawieniem.
<Wygląda prawie tak jak ja…> pomyślał.
-Pan Malfoy zaprowadzi Cię do dormitorium dziewcząt z domu Slytherinu, jutro oprowadzi Cię po szkole i odpowie na wszystkie Twoje pytania. – poinformowała jasnowłosą profesor McGonagall.
Emily tylko przytaknęła, pożegnała się z nauczycielami i ruszyła za blondynem do drzwi. Wyszli na korytarz i skierowali się do lochów, gdzie mieścił się między innymi pokój wspólny ślizgonów.
-Jestem Draco. Draco Malfoy – przedstawił się blondyn.
-A ja Emily Megami – powiedziała złotowłosa, a chłopak się zaśmiał. Dziewczyna spojrzała na niego pytająco.
-Słyszałem jak masz na imię – wyjaśnił.
-A ja słyszałam jak masz na nazwisko – warknęła nieśmiało dwunastolatka.
Draco przestał się śmiać i zapytał:
-Jesteś czystej krwi?
Niebieskooka spojrzała na niego zdziwiona, ale odpowiedziała:
-Tak. Podobno moi rodzice pochodzili z czarodziejskich rodów, ale ja nigdy ich nie poznałam.
Chłopiec kiwnął głową ze zrozumieniem, ale zaraz wyszczerzył swoje usta w ironicznym uśmiechu i zapytał:
-Znasz jakąś szlamę?
-Szlamę? – powtórzyła blondynka.
-Kogoś kto urodził się w mugolskiej rodzinie. – wyjaśnił młody Malfoy – Ja i mój ojciec strasznie nienawidzimy szlam. Ale ty jesteś czystej krwi, a w dodatku trafiłaś do Slytherinu.
-Jesteśmy już – oznajmił Draco po chwili.
-Hasło? – powiedziała jakaś postać z obrazu, za pewne zasłaniającego tajne przejście, lecz w panujących tam ciemnościach Emily nie widziała kto dokładnie to powiedział.
-Czysta Krew – odpowiedział Malfoy, a przejście się otworzyło.
Po chwili weszli do dużego pokoju, w którym panowała barwa zielona – kolor Slytherinu.
W Pokoju Wspólnym, jak się dowiedziała po chwili dziewczyna, było jeszcze kilka osób mimo późnej pory. Jeden z chłopców siedzących na kanapie wstał na widok podchodzącego do niego blondyna i powiedział:
-Smoku, kogo przyprowadziłeś?
-To jest Emily, została przydzielona do nas. – odpowiedział mu Draco.
-Cześć. Jestem Blaise Zabini – przywitał się ciemnoskóry chłopak zwracając się do nowej.
-Cześć – odpowiedziała mu drżącym głosem dziewczyna.
-A ty jesteś…
-Jest czystej krwi – przerwał Blaise’owi młody Malfoy.
Zabini wyszczerzył się wyraźnie zadowolony z tej informacji.
Do rozmawiających podeszli po chwili dwaj rośli chłopcy niewyglądający na zbyt mądrych.
-To jest Crabb, a to Goyle – przedstawił ich blondyn widząc zdziwioną minę jasnowłosej.
-Parkinson! – krzyknął po chwili Zabini, a zza drzwi za pewne prowadzących do dormitorium dziewcząt wyłoniła się trochę przypominająca mopsa twarz o kruczoczarnych włosach. Widząc, że jakaś dziewczyna kręci się koło „jej Dracusia” pośpiesznie podeszła do dwunastolatki by sprawdzić kto to jest i co robi obok blondyna.
-To jest Pansy Parkinson – przedstawił koleżankę brunetce Draco.
Pansy się zarumieniła, gdy Malfoy wymawiał jej imię, a ‚nowa’ się przedstawiła:
-Jestem Emily Megami.
To powiedziawszy wyciągnęła rękę w kierunku Ślizgonki z zamiarem przywitania się, lecz ta się wzdrygnęła na myśl, że ma uścisnąć jej dłoń.
-Jest czystej krwi – szepnął Malfoy do Pansy tak cicho, by tylko ona to usłyszała. Po zapewnieniu Dracona, że Megami nie jest szlamą  Parkinson uścisnęła jej dłoń i lekko się uśmiechnęła. Emily odwzajemniła gest również podnosząc leciutko kąciki ust do góry. Szczerze powiedziawszy polubiła czarnowłosą dziewczynę. Lecz nie można było tego powiedzieć o Pansy, która próbowała sobie wmówić, że jest ładniejsza od ‚nowej’, że Draco wybierze właśnie ją, tą  dziewczynę, która zakochała się w nim od pierwszego wejrzenia.
-Chodź za mną – powiedziała Parkinson, gdy pomyślała, że najlepiej będzie jak Emily będzie jak najmniej czasu spędzać z Malfoy’em.
Zaprowadziła nową do dormitorium i wskazała wolne łóżko. Ta usiadła na nim i z zadowoleniem spostrzegła, że jej kufer i klatka z sową już tu są. Na łóżku leżało jeszcze coś, kształtem przypominało pudełko, możliwe też, że nim było. Emily podniosła je i posadziła sobie na kolanach.
Otworzyła klatkę i wyjęła z niej czarne zwierzątko o wyjątkowo puszystej sierści.
-Jeszcze nie masz imienia… Nazwę Cię Māo Hēi. – pomyślała – Māo to kot, a Hēi  to czarny.
Odłożyła klatkę na bok i pogłaskała kociaka, ten mruknął cichutko i pokazał swoje oczy. Cudne zielone oczy.

 

 

~*~
Płaszcz

Sukienka
Buty

~*~
To pierwszy rozdział, który swoje w szufladzie przesiedział.
Opisuje on pojawienie się Emily w Hogwarcie.
Jeśli ktoś zajrzał do zakładki „Bohaterowie”, z pewnością domyśla się, kim jest główna bohaterka.
Pozostaje sprawa z Tiarą Przydziału.
Jak widać początkowo nie chciałam by Emily została przydzielona za pomocą Tiary.
Zdanie zmieniłam dzisiaj, gdy chciałam to opublikować.
Rozdział został nie zmieniony, ponieważ musiałabym zmienić połowę tekstu (choć podejrzewam, że Emily trafiłaby i tak do Slytherinu).

Rozdział niezbetowany!!
Jeśli pojawią się błędy proszę o ich wytknięcie, a jednocześnie przepraszam za nie :)
~*~

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>